Ekologia morska dla nurków. Czy czas na nowy standard?
Ile razy słyszeliście lub czytaliście, że nurkowie powinni być ambasadorami podwodnego świata? Kto inny, jak nie ludzie, których pasją jest nurkowanie - zarówno sprzętowe jak i freediving - lepiej opowiedzą o potrzebie zadbania o to wrażliwe środowisko.
Pięknie brzmi? Szkoda, że to kompletna fikcja.
Czy edukacja ekologiczna powinna zostać standardem w nauczaniu nurkowania?
Obecny model edukacji ekologicznej stosowany przez federacje nurkowe nie działa.
Istnieje całe mnóstwo edukacyjnych programów i kursów dotyczących środowiska wodnego, do których można podejść. Właśnie - można.Nie mamy wątpliwości, czy nurkowie powinni uczyć się o fizjologii i fizyce, czyli procesach, które dotyczą ich samych. Poświęcamy mnóstwo czasu i uwagi na kwestie dotyczące sprzętu. Kolejnych konfiguracji, obiegów otwartych i zamkniętych, rozmawiamy o skuterach, maskach pełnotwarzowych i rozwiązaniach, które zabiorą nas głębiej i dalej.
Zupełnie jakby wszystko to, co robimy odbywało się w jakiejś próżni. Owszem - zachwycamy się kolorowymi rafami, lubimy nurkowania z dużymi morskimi zwierzętami takimi jak manty lub rekiny, cieszy nas czysta woda i życie pod nią. Niestety, w dużej mierze ten zachwyt jest pusty i nic za nim nie idzie. Potrzebujemy WIEDZY, żeby zamienić to w aktywne działanie na rzecz środowiska.
Świadomy nurek będzie umiał rozpoznać zagrożone papugoryby i nie zamówi jednej z nich w restauracji na kolację. Nie zamówi też taniej chińskiej pianki, bo zna ekologiczny koszt jej wyprodukowania i dostarczenia. Wybierze centrum nurkowe, które prowadzi system odbudowy raf i nie cumuje łodzi rzucając kotwicę gdzie popadnie. Nie kupuje wody w plastikowych butelkach i używa butelek z systemem filtrującym. Wybiera kremy z mineralnym filtrem przeciwsłonecznym, które nie trują raf koralowych.
Mogłabym mnożyć przykłady, ale łączy je jedno - rzetelna wiedzy. To właśnie wiedza umożliwia zbudowanie poczucia odpowiedzialności - a przecież my - nurkowie - powinniśmy przyjąć za siebie część odpowiedzialności za ochronę wodnych ekosystemów.
Obecne podejście do edukacji sprawia, że wychowujemy kolejne pokolenia nurków, instruktorów i instruktorów trenerów, którzy są ekologicznymi analfabetami.
Traktując po macoszemu tematy środowiskowe przyczyniamy się do powstawania systemowej ignorancji, która będzie się rozrastała. Nurkowie w najlepszym razie zapamiętają, że nie powinni dotykać wszystkiego co popadnie pod wodą. Ale szacunek, który nie opiera się na wiedzy jest pusty. Wyrosną więc z nich instruktorzy, którzy tematy środowiskowe potraktują lekceważąco, a kolejne pokolenie wychowanych w ten sposób instruktorów trenerów będzie systemowo coraz bardziej ograniczało edukację ekologiczną.
"Dla chętnych". "Nie wszystkich to interesuje". "Szkoda czasu". "Doczytacie sobie sami".
Potrzebujemy zmian.
Nowego modelu edukacji ekologicznej, który nie będzie jedynie traktowanym po macoszemu dodatkowym kursem, tylko jedną z podstaw każdego szkolenia nurkowego - zarówno nurków sprzętowych i freediverów. Tylko w ten sposób możemy przyczynić się do systemowych zmian - przerwania narastającego problemu ekologicznego analfabetyzmu i zbudowania nurkowej społeczności, która będzie aktywnie potrafiła zadbać o podwodne środowisko.
Porozmawiajmy o modelu edukacyjnym, który mógłby odpowiedzieć na te wyzwania.
Federacje nurkowe powinny przyjąć za siebie odpowiedzialność za edukację ekologiczną nurków i uczynić z niej priorytet zamiast pobocznej specjalizacji. To jedyna skuteczna metoda, która pozwoli przerwać łańcuch ekologicznego analfabetyzmu. Zmiana musi być systemowa.
Współpracując ze środowiskami naukowymi i NGO należy stworzyć model opierający się na solidnych filarach:
Wiedzy o funkcjonowaniu ekosystemów wodnych.
Zawiera się w tym ogólna wiedza o ziemskiej hydrosferze, ale przede wszystkim konkretne informacje, które można przenieść na lokalny grunt:
Nauka rozpoznawania kluczowych gatunków zwierząt (jak chociażby papugoryby, wargatki sanitarniki, krewetki, ogórki morskie czy rekiny) i roli, jaką pełnią w ekosystemie.
Umiejętność oceny stanu zdrowia zastanej rafy, ale też lasu kelpowego, łąki morskich traw czy jeziorowego litoralu.
Ocena w jakim stanie są zamieszkujące to środowisko zwierzęta. Jaka jest ich liczebność i w jakim przedziale wieku się mieszczą.
Umiejętność dokonania oceny zagrożeń dla ekosystemu.
Zagrożenia naturalne i globalne, takie jak sztormy i tajfuny, blaknięcie koralowców wywołane zmianami klimatycznymi, tsunami, zmiany prądów oceanicznych, czy też inwazyjne gatunki wywierające negatywny wpływ na lokalne środowisko.
Zagrożenia bezpośrednio związane z działalnością człowieka, do których możemy zaliczyć przełowienie (przede wszystkim ze względu na popyt ze strony turystów), zatruwanie raf kremami z filtrem w popularnych turystycznie miejscach, zaśmiecanie, fizyczne uszkadzanie elementów środowiska wodnego czy nieetyczne praktyki (jak macanie wszystkiego co popadnie pod wodą - znamy to?)
Lokalne problemy, do których możemy zaliczyć rozmaite rzeczy. W wielu miejscach na świecie ryby dalej łapane są przy użyciu dynamitu. Morze Śródziemne boryka się z zanieczyszczeniami komunalnymi, które dostają się do wody ze starych i nieszczelnych instalacji. W innych spotykamy ludzi, którzy w jeziorach pozbywają się i szamba i śmieci. Kłusownictwo, także pod kątem kolekcjonerskich ryb akwariowych będzie z kolei problemem z innym regionie. Zmierzmy się z bałaganem na własnym podwórku!
Osobisty wkład i działanie na rzecz środowiska wodnego.
Ten punkt jest szczególnie ważny i łączy się z poprzednim. Wiedzę o zagrożeniach i problemach należy bezpośrednio połączyć z działaniami, jakie mogą podejmować indywidualni nurkowie.
Zrównoważone decyzje konsumenckiej - czyli takie, które tę konsumpcję ograniczają. To jest moment, w którym decydujemy, że nie potrzebujemy tanich chińskich pianek, latarek, bojek lub innego sprzętu, który posłuży nam w najlepszym parę sezonów, zanim się rozpadnie. Znamy ekologiczny koszt takiej masowej produkcji.
Optujmy za elektronicznymi certyfikatami nurkowymi. Albo chociaż drukowanymi na kartach z recyklingowanego plastiku lub biodegradowalnymi.
Podróżujmy odpowiedzialnie i w sposób możliwie zrównoważony. Wybierajmy butelki filtrujące zamiast plastikowych. Używajmy kremów z mineralnymi filtrami albo odzieży ochronnej. Ograniczajmy ilość generowanych przez nas śmieci, które znikną - ale tylko z naszych oczu.
Nie wspierajmy nieetycznych atrakcji turystycznych, takich jak delfinaria. Będąc gdzieś zaangażujmy się w proekologiczne działania - odbudowę raf koralowych czy akcje sprzątania. Jeśli pod wodą widzisz jakieś śmieci - zabierz je ze sobą. Wybierając jedzenie w restauracji nie zamawiajmy zagrożonych gatunków, takich jak papugoryby.
Zachowujmy się odpowiedzialnie pod wodą. Niczego nie dotykając, nie zbierając "pamiątek" w postaci muszli i koralowców, nie opierając się nigdy płetwami o dno. Kontrola pływalności i świadomość własnego sprzętu jest kluczowym elementem nurkowych umiejętności.
Wspierajmy lokalne inicjatywy i NGO, które podejmują działania na rzecz środowiska wodnego. Zróbmy własną akcję sprzątania lokalnego akwenu. Zorganizujmy spotkanie edukacyjne w pobliskiej szkole.
Dzielmy się naszą wiedzą i działaniem w social media. Podwodne zdjęcia i filmy fantastycznie się rozchodzą. Dzięki temu docieramy do szerszego grona ludzi.
Doskonale wiem, z jaką krytyką spotka się ta propozycja. Dodatkowe utrudnienie dla osób prowadzących szkolenia, rzesze instruktorów kompletnie nieprzygotowanych (bo pozbawionych wiedzy o ekologii morskiej) do prowadzenia takich zajęć, więcej czasu na wykładach, kombinowanie z zajęciami w wodzie. Pytanie brzmi jednak, czy możemy sobie pozwalać na systemowe hodowanie ignorancji?
Moim zdaniem nie. Uważam, że potrzebujemy systemowej edukacji ekologicznej, dzięki której kolejne pokolenia nurków będą umiały odpowiedzieć na proste pytanie:
Jaka jest prawdziwa cena taniej chińskiej pianki?
Z powyższym wpisem mierzyłam się od pewnego czasu. Ostatecznym impulsem do napisania go stał się wpis na jednej z grup nurkowych dotyczący chińskich pianek. To nie był jednak jedyny powód - nie zliczę ile razy słyszałam, że chińskie latarki są tak tanie, że można kupić 5, najwyżej działać będą 3, a resztę się wyrzuci. W dobie powodzi jednorazówek z Temu, Wisha, Shein i innych fast brandów z Państwa Środka problem będzie tylko narastał. Bezrefleksyjnie produkujemy olbrzymie ilości śmieci, które później znikają nam z oczu - a tym samym i z serca. Niestety, pozostają na Ziemi. A masowa produkcja niesie za sobą ogromny koszt ekologiczny - od zużycia wody, po generowane zanieczyszczenia aż po tani transport na drugą stronę świata. Zmieńmy coś zaczynając od siebie.




Komentarze
Prześlij komentarz